2012-05-11 13:31
Kiedy spada się w dół w ciemną dziurę pełną beznadziei i zwątpień, to czas zaczyna biec własnym dziwacznym rytmem. Giną gdzieś w niebycie sekundy, minuty i godziny. Wątpliwie mrugają z kalendarza dni. Pojawiają się za to momenty wytchnienia, chwile ulgi i wieki pogłębiającego się przygnębienia, które niepostrzeżenie przemienia się w rozpacz, załamanie, beznadzieję…
Czasem kłopoty sercowe sprawiają, że świat wypluwa nas na margines życia…
Czasem ziejąca rozpaczą pustka w portfelu i brak jak najmniejszej perspektywy na poprawę losu…
Czasem drugi człowiek, który potrafi zmienić życie w gehennę nie do opisania przepełnioną strachem i cierpieniem…
I kiedy tak dzień po dniu pogrąża się dusza w ciemności, kiedy dochodzi do punktu, w którym rozwiązania przestają istnieć, no może po za jednym nieodwracalnym… Wówczas zdarza się cud. Promień światła, który sprawia, ze życie nabiera znów kolorów, pojawia się jakieś światełko w mrocznej dziurze lub całkiem w zasięgu ręki leżące rozwiązanie i znów zaczyna chcieć się żyć…
Cztery miesiące niekończącego się cierpienia. Cztery miesiące więzienia w izolatce własnego łóżka doprowadziło mnie do granicy.
- Mamo, nie chce żyć…- wyszeptałam wczoraj po kolejnej nocy spędzonej na liczeniu oddechów pomiędzy atakami bólu. Łzy w oczach najbliższych nie pomagają zebrać sił do walki o siebie…
I nagle stał się cud. Niczym promień słońca wyłaniający się spomiędzy chmur ciężkich i burzowych pojawiła się chwila ulgi. Niespodziewanie w ciągu kilku uderzeń serca odnalazło mnie wytchnienie. Ogarnęło swoimi ciepłymi ramionami i utuliło do spokojnego snu…
Promień słońca zawsze wychodzi. Pojawia się prędzej czy później, rozprasza ciemność, daje nadzieję, pozwala nabrać pełne płuca oddechu i wykrzyczeć na całe gardło lub w skrytości ducha:
Życie piękne jest!
I dziś wstydzę się chwil zwątpienia.
Po co ten strach, po co to uleganie duchom ciemności?
Nawet na biegunie po półrocznej nocy nastaje w końcu dzień pełen światła.
Pełen promieni życia. I trwa...
Komentarze (3)
Kategoria
Ogólne

